1 lutego, 2022

Mam nauczycielskiego nosa

i nie zawaham się go intuicyjnie użyć.

Komponowanie lekcji jest jak gotowanie. Możesz po prostu bezmyślnie wrzucić co masz pod ręką do gara, zamieszać pośpiesznie łychą i voilà danie gotowe

Przy takim dosłownym grochu z kapustą nie liczyłabym na klasowe cuda, a raczej na dolegliwości żołądkowo-myślowe twoich uczniów. Jeśli faktycznie chciałabyś zadbać o uczniowskie podniebienia, dobra lekcja powinna zaskakiwać swoim smakiem, jak apetyczne danie w wykwintnej restauracji. Nie może być ani zbyt cukierkowo-pudrowa – żeby nie przyprawiła ich o mdłości – ani diabelsko ostra – żeby nie zostawiła palącego smaku w gardle. Powinna fantazyjnie łączyć w sobie wszystkie smaki, które uczeń będzie ze zdumieniem odkrywał z każdym jej kęsem. Powinna kusić swym aksamitnym aromatem, ekspresyjnym kolorem i niebanalnym podaniem. 

Ale nie zrozum mnie źle, wcale nie chcę ci powiedzieć, że masz teraz spędzać krocie czasu na siedzeniu, główkowaniu, dobieraniu, doprawianiu swojej lekcji. Tak jak w dobrej kuchni musisz poznać pewne tajniki, które sprawdzają się w każdej sytuacji. Jak już poznasz co z czym idzie w parze, jakie smaki się lubią a jakie gryzą, czy też jakie przyprawy podkręcają smak potrawy, będziesz w stanie skomponować palce-lizać lekcję, rach-ciach i to z zamkniętymi oczami. Believe me!  Chodzi o podstawową wiedzę plus Twoją niezawodną intuicję czyli tzw. nauczycielski nos. 

Chciałabym żebyś wiedziała, że dla mnie korzystanie ze swoje INTUICJI to narzędzie w nauczaniu numer 1. I chodź czasem prowadzi mnie to w nie tą uliczkę co sobie upatrzyłam, widoki na niej zawsze są malowniczo zaskakujące. Grunt, żeby umieć w nich dostrzec zawsze coś dla siebie ( i dla swoich uczniów). Tak więc lekcja numer 1 moja Droga na dziś to :

#wierzę w astronomiczną siłę mojej intuicji 

I wykorzystuję ją kiedy tylko zapuka do mego serducha, z jakimś świeżym, soczystym pomysłem. Bo z reguły tylko z takim pomysłami ją można spotkać – i chwała jej za to. Tak więc, jeśli nie wiesz co zrobić, stoisz przed wyborem *Czy to będzie pasować ? Czy sobie z tym poradzą ? Czy czegoś się dzięki temu nauczą* posłuchaj co w tej sprawie ma do powiedzenia ona – Twoja intuicja. Odetchnij ze spokojem, a potem to zrób. To zawsze będzie dobra decyzja. Bo nawet jak cię podstępnie wyprowadzi w pole, będzie to miejsce w którym nauczysz się najwięcej. Więc otwórz się na nią. A czekają Cię niezapomniane, baśniowe przeżycia. 

Co możesz w tym temacie dać swoim uczniom?

Osobiście, intuicyjną lekcję wdrażam także w życie moich uczniów. Powtarzam im zawsze, że na przykład na wszelkich testach jeśli coś im mówi, że dana odpowiedź jest prawidłowa, ale nie umieją tego racjonalnie wyjaśnić, jest to właśnie głos intuicji. Dlatego nie warto rozkminiać w nieskończoność i nie daj Bóg zmieniać tą odpowiedzi na inną. Bardzo łatwo to wytłumaczyć. Odpowiedź ta pojawia się w naszej głowie nie bez przyczyny. Pojawia się bo zapewne gdzieś już się z nią spotkaliśmy, ale że było to spotkanie w przelocie, i nie naprzeżywaliśmy się tam z tą informacją zbyt wiele, nie zamieszkała ona w naszej pamięci na stałe. Dlatego nie jesteśmy do końca pewni, czy to o nią chodzi. 

Psst …

O co zapytasz dziś swą intuicję?

Co fantazyjnego dzięki niej dziś przeżyjesz?

Czemu powiesz dziś kokieteryjno-intuicyjne TAK? 

A ship in harbor is safe, but that is not what ships are built for.” – John A. Shedd

Lista podstawowych składników 

czyli treściwe must-have lekcyjnego menu   

 

Jeśli myślisz, że rozchodzi się tu o podręcznik to … 

BUM ! Zaskoczę Cię : już dawno pozbyłam się podręcznika. 

Jak dla mnie, więcej przeszkadzał niż było z niego pożytku. I nie chce się teraz rozwodzić nad tym dlaczego to zrobiłam, bo to temat rzeka. Jednym zdaniem: praca z podręcznikiem to konsumowanie stworzonych przez kogoś treści, a nie tworzenie swoich. Czyli totalnie wbrew mojej filozofii nauczania i wbrew tego, jak uczy się nasz mózg. Bo samodzielnie tworząc, uczymy się nad wyraz szybciej niż odtwarzając. Kopka. 

Najbardziej efektywna jest nauka wypływająca z własnej chęci uczenia się.  

Stwórz właściwe środowisko dydaktyczne, a wówczas wszystkie dzieci z zapałem będą się samodzielnie uczyć.

 Jeannette Vos, Gordon Dryden „Rewolucja w uczeniu”.

Nie wiem czy Ty możesz sobie na to pozwolić, w kontekście pozbycia się podręcznika. Warto to sprawdzić od strony prawno-technicznej. Ale nawet jeśli w teorii musisz z nim nadal wieść klasowe życie, w praktyce, Ciocia Kasia Dobra Rada podpowiada: nie używaj go zbyt często. Daj mu spokojnie odpoczywać w uczniowskim plecaku. 

Hmm … jak nie podręcznikowe treści to co ma stanowić bazę naszej lekcyjnej potrawy ? 

|Buch! Bam! Na talerzu ląduje słuszna sztuka klasowego mięsa. |

Podstawę każdej lekcji musi stanowić coś konkretnego, sycącego coś, co da naszym uczniom energię do dalszego językowego działania, nawet po wyjściu z klasy. Tzw. jedno główne danie.  Tym czymś jest jeden pokaźny, ewentualnie dwa nieco drobniejsze …. SKILLe. *As simple as that ?*. W rzeczy samej moja Droga, planując lekcję pierwsze pytanie, które sobie zadaje to :

„Co my dziś będziemy robić? Czytać, pisać, a może mówić …. Co wrzucimy dziś na ząb”?

Uczepiłam się tak tej konkretności nie bez przyczyny. Ta o to baza naszej lekcji, obszerniejsza niż jej pozostałe elementy, ma na celu wypełnić językowe żołądki naszych uczniów na tyle, żeby poczuli się syci. Więc obowiązkowo musi to być konkretna, solidna, obwita-w-językowe-kalorie porcja klasowego mięcha. Innymi słowy chodzi o to, żeby uczniowie się napracowali w pocie czoła przy jej konsumowaniu. Co da im poczucie dobrze wykonanej roboty. 

#daj im poczucie dobrze wykonanej roboty 

Zdecydowane must-have naszego klasowego menu. Rule no. 2 w moim Teaching Dekalogu.   

Klasowe mięcho już na talerzu … ale nie samym mięsem uczeń żyje. Dla lepszego trawienia lekcyjnych treści potrzebujemy trochę zieleniny. I tu pośpiesznie pędzą z pomocą wszystkie fit gry, zabawy, klasowe figle-migle, które mają na celu utrwalić nasze klasowe mięseczko. 

I tyle w temacie głównego dania. Mięcho + zielenina. *No a nasze tradycyjne, polskie ziemniaczki?* Pytasz. W formie podręcznikowych zadań, na przykład. Taki wyśmienity tekst z lukami lub kolumna zdań do wypełnienia … ? O nie Kochana. Ziemniaki zamulają. Niby sycą nie powiem. Może być po nich uczucie *O !  Ile dziś zrobiliśmy*. Ale to złudne uczucie, bo choć najedzeni i owszem, zamuleni nie wyciągnął z reszty zajęć, tyle ile się da. Osobiście nie polecam. 

Ale za to jak zaoszczędzisz na ziemniakach trochę miejsca w uczniowskim żołądku, możesz im zaserwować trochę warzywno-owocowych przerywników. I tak na naszym talerzu obowiązkowo lądują powtórkowe WARM-UPy, jako słodko-kwaśna przystawka na zaostrzenie uczniowskiego apetyty. Plus musująco-podsumowujący deser, który ma na celu dowieść uczniom ile dziś dokonali. Taka słodka chwila triumfu, żeby rosły nasze językowe boczki. 

Voila ! klasowe danie (prawie) gotowe

Pssst ! Brakuje nam jeszcze tylko szczypty sekretnych składników, które podkręcą skomponowane smaki. O tym za dwa tygodnie.

Robota na ten czas:

(1) odpalasz swój nauczycielki, intuicyjny nos

(2) klasowe mięso przeplatasz grami-sałatkami

Lekcji palce-lizać,

kasia.

jestem kasia.

Wiesz, że masz w sobie Kreatywną Moc? Jestem tu, żeby pomóc Ci ją rozbuchać na tyle mocno, żebyś fruwała z radością każdego dnia. Z radością, że uczysz (żyjesz) po swojemu.

Poznajmy się bliżej