Poprawiasz czy nie?

Zakreślasz na czerwono?

Podajesz im gotową odpowiedz?

Błąd na błędzie, błędem popychany? I jeszcze dlaczego cały czas tym samym?

Witamy w procesie uczenia się! Chcesz się czegoś nauczyć? Zapraszam do popełniania błędów. Innej drogi nie ma. Więc zamiast się kolejny raz frustrować „No ile razy do licha można przypominać im o tej esce?” mądrzej będzie się z tym błędem zaprzyjaźnić. I docenić go, że gdyby nie on, nic nie ruszyło by do przodu. Choć czasem masz wrażenie, że stoicie w miejscu:)

Dziś chcę Ci pokazać moje 3 sposoby na pracę z uczniowskim błędem. Choć powiem szczerze, że czasami trzeba zacząć od siebie… Zadam Ci pytanie, pomyśl chwilę nad nim:

Czy tak zupełnie na luzie dajesz swoim uczniom szansę popełniać błędy?   

Tak, na luzie. Czyli nie lecisz przy każdym zadaniu z poduszką asekuracyjną, żeby się przypadkiem nikt nie wyłożył i poobijał kolana? Co więcej, czy celowo stwarzasz im warunki, które same proszą się o błąd?

Mhhh…. kiepsko to wygląda? Pocieszę Cię, nie jesteś w tym sama. Nasza kultura nie oklaskuje błędu. Najlepiej, żebyś stając na macie do jogi po raz pierwszy, od razu stanęła na głowie. Twój pierwszy w życiu sernik, podbił serce wszystkich gości na imieninach cioci Gosi. A nowe zadanie, które wprowadzasz do swej klasy, wyrwało uczniów z ich kapci. I to tak od pierwszego razu, ma iść super gładko.

Obie doskonale wiemy, że to tak nie działa. I nie ma co się na tą sytuację obrażać, tylko zacząć ją traktować jako stan zupełnie naturalny.

Osobiście przyjmuję zasadę, że im więcej błędów popełnię ja sama i moi uczniowie, tym szybciej dojdziemy tam gdzie chcemy. Tak więc obsesyjnie takie błędy kolekcjonuję.

Strategia nr. 1: Błędów Detektyw    

W klasie, żądzę się zasadą, że błędy moich uczniów są w większości wypadków dla mnie, nie dla nich. Czytam je jako informację zwrotną, nad czym jeszcze trzeba popracować. Tak więc  sherlockowskim okiem i uchem, tropię ich potknięcia. A to co wynajdę, ląduje w moim kajecie.

Nie poprawiam ich od razu jak mówią, żeby ich nie blokować. Bo wiesz jak to jest, mówisz, starasz się jak możesz i zamiast usłyszeć „Wow, super! Umiesz zbudować całe zdanie!” słyszysz „She eats, eats, eska na końcu w 3 osobie!” No to witki mogą nie jednemu opaść, a wraz z nimi zapał do mówienie.

W pisaniu też nie poprawiam, bo wiem, że ja się nakreślę, upocę a uczeń tego nawet nie przeczyta. A nawet jeśli, nic tak naprawdę to moje poprawianie nie wniesie.

Swoją energię inwestuję w coś innego, czego efekty dość ekspresowo malują radość satysfakcji na mojej twarzy. I to bez zbędnego stawania na rzęsach.

Step 1. Tropię i zapisuję.

Step 2. Analizuję swoje zapiski i wybieram z nich TOP3 błędy, z którymi chciałabym w najbliższym czasie pracować.

Step 3. Wrzucam je wszędzie tam, gdzie się tylko da. Przy okazji rozgrzewki, jakiegoś drillingu na rozruszanie. Obowiązkowo w pisaniu wrzucę coś do Success Criteria. Więcej o nich tu:

https://kasiaolichwier.pl/2020/12/08/pozbadz-sie-raz-na-zawsze-wszelakich-jekow-typu-prosze-pani-nie-piszmy-dzis-pls/

W skrócie, patrzę co wymaga pracy i zakasuję do niej rękawy, moich uczniów rzecz jasna. Takie nieświadome obrabianie błędu, gdzie uczeń pracuje, nie wiedząc, że to zasada, w której popełnij ostatnio błąd, jest wersją bezpieczną. Co za tym idzie skuteczną. W myśl odwiecznej zasady:

Żeby się czegoś nauczyć musisz czuć się bezpiecznie. 

Jak widzisz swoją pracę i czerwone zakreślenia w niej, automatycznie odpala Ci się syrena sygnalizująca niebezpieczeństwo. Twój mózg wskakuje więc w tryb „walka” albo „ucieczka”. W żadnym z nich, nie jesteś w stanie nic zapamiętać.

Więc tylko nieświadoma lekkoś błędnego bytu jest w stanie coś zdziałać w tym temacie.

Efektywność to jedna rzecz. Raz, że masz ten luz-blues, dwa że pracujesz faktycznie na tym co trzeba, a nie strzelasz kulą w płot „A może akurat to im się do czegoś przyda?”. Ale drugi plus, jest taki, że ty się za dużo nie musisz narobić. Bierzesz to co jest, i masz gotowy materiał do pracy. Więc i wilk syty i owca radośnie pomyka…

Strategia nr. 2: Błąd? Na plakat z nim

Nie zawsze się tak kryje z tymi ich błędami. Są sytuacje, gdy je wyciągam na światło dzienne. I jest to światło jupiertów przy głośnych owacjach na stojąco. Bo jak szaleć, to już szaleć zjawiskowo!

Mamy w klasie tzw. My Favorite Mistake Poster. Plakat na którym lądują nasze ulubione błędy. Czyli jakie? A no takie, za które jesteśmy wdzięczni, bo nas czegoś nauczyły.

Praktyka ta wygląda tak:

  1. jeśli ja słyszę jakiś błąd, który świetne nada się na tapetę, mówię „Ala, brawo! Super dziękuję Ci za ten błąd, bo dzięki niemu przypomnimy sobie, że….” i zapisujemy potem ten błąd na plakacie
  2. najczęściej po pisaniu, w rundce refleksyjnej, na koniec zajęć, pytam ich czy są dziś wdzięczni za jakiś błąd, i co dzięki niemu zyskali. I ci którzy mają ochotę, zapisują swoje błędy na plakacie.

Potem plakat ten spełnia rolę przmypominajki. Jak uczniowie coś tworzą, a jak wytropię w ich pracy błąd z plakatu, wskazuję im go i proszę, żeby go wytropili i poprawili sami. I wtedy ma to sens, jak sami znajdą, sami poprawią, jest szansa, że zostanie to w ich głowach.

No i ty masz święty spokój, bo tylko machniesz na plakat i se idziesz, nie musisz nic pisać, tłumaczyć, dwoić się i troić….

Czujesz to? Mhhhhh jak miło, błogo i w końcu bez tych wszystkich tańców-szczęko-ścisków pod tablicą pt. „A może tak im to wytłumaczyć, a może siak?”

Strategia nr. 3: Błędów Checklista 

Masz czasem takie wrażenie, że cały czas popełniają te same błędy?

To nie wrażenie, Kochana. Błędy mają to do siebie, że lubią być powtarzane. Bo taka już ich błędna natura. Ale naprawdę to nie musisz być ty tą, która z uporem maniaka, te błędy tropi i poprawia. Oddaj tę pałeczkę swoim uczniom. Jak ? Patrz.

Jak już sama wytropię jakie błędy popełniają np. w rozprawce, tworzymy taka zwaną Essay Common Mistakes Checklist. Podaję im tam, najczęściej popełniane błędy, a ich zadaniem zawsze na koniec pisania rozprawki jest jej sprawdzenie, czy gdzieś się przypadkiem nie zawieruszył jakiś błąd z listy.

I tak Kochana, tu pragnę uspokoić twego Control Freaka, na serio są w stanie poprawić je sami, bez twojej pomocnej dłoni. Są, są. A jak jakiś błąd umknie ich uwadze, luz, nic się nie dziej. Poprawią go następnym razem.

Praca z błędami nie jest łatwa, bo to praca z ich nastawieniem. Często też, swoim własnym. A że nic tak nie uczy jak modelowanie sobą, najlepsze co możesz zrobić, to popełniać błędy w swojej klasie i się do nich głośno przyznawać. I czy to językowe, czy metodyczne, nieistotne. Ważne, żebyś dała sobie prawo na klasowe wpadki, które otworzą klapki w głowach uczniów „O, to tu można się mylić…i nikt Cię za to nie zjedzie”.

Gotowa jesteś? Kolekcjonowanie błędów czas zacząć!

I wiem my Dear, że możesz to zrobić. Skąd? Bo nigdy nie zapomnę lekcji, na której zapytana co to jest „dill” z paniką w oczach skłamałam, że oczka w rosole, bo takie coś przyszło mi do głowy, z kontekstu zdania:) Tak, kiedyś imałam się takich zagrywek, żeby zamaskować, że czegoś nie wiem. Dziś umiem powiedzieć „O! Nie wiem, sprawdźmy to”, albo „Mój błąd, już poprawiam”.

Tak więc głęboko wierzę, że wszystko (co najlepsze) przed Tobą.

z życzeniami porozbijanych kolan od klasowych wpadek i ubawu przy tym po pachy,

kasia.

P.S. Napisz mi w komentarzu, co zabierasz dziś ze sobą z tego posta. I co z tym zrobisz, żeby zaczęło to, dla Ciebie pracować. Jak się z kimś dzielisz swoim planem, zwiększasz szansę jego powodzenia:) Więc, co zrobisz?